Wbiliśmy się z terminem w pogodę w sposób niebywały. Jeden dzień obsuwy i nasz górnik byłby przemoczony, a tak to tylko zmarzł ale trzymał fason. Plan do zrealizowania to 3 minutowy film o górnictwie miedzi w regionie świętokrzyskim. Kto trochę „bawi się” kamerą wie, że czasami trudno z kilku godzin nagrań wybrać dobrą minutę.
Do realizacji zadania nie chciałem/musiałem daleko szukać. Fotografię i kamerę lubię w wykonaniu GRZEGORZA a górnika świętokrzyskiego i przewodnika w jednej osobie znam od lat – swojego czasu mieszkałem u niego w Warszawie gdzie podzielił się ze mną łóżkiem w trudnych czasach. Poznajcie Państwo Grzegorza i Staszka.
Pierwsze godziny spędziliśmy NA, a środowy wieczór i czwartek W górze Miedzianka.
Staszek zbudował od podstaw ekspozycję Muzeum Górnictwa na Miedziance. Odkąd pamiętam gromadzi pamiątki związane z wydobyciem rud miedzi. Gdy penetrowaliśmy sztolnie to śmialiśmy się z Grzegorzem, że w historii górnictwa Miedzianki po czasach saskich, Staszicu, Łaszczyńskich i Austriakach powinno się odnotować w annałach epokę Staszka Krupy, który zna to miejsce jak własną kieszeń. Ba! Zna chodniki kopalniane, których nie ma na mapach. Część z nich sam odkopał.
Przygotowując się do realizacji filmu Staszek wykonał rekonstrukcję średniowiecznego stroju górniczego i narzędzi. W środę mocno wiało, ale czego się nie robi przed kamerą… Zadbano również o osobistą wizażystkę, w kierunku której nasz aktor co jakiś czas przesyłał całuski 😉
Zespół bym określił jako zgrany – wspólne posiłki (lub wspólny ich brak) i przerwy na papierosa. Konflikty pomiędzy aktorem a kamerzystą jeśli się pojawiły szybko były rozwiązywane siłowo.
O 17:00 znaleźliśmy się przed wejściem sztolni Zofia. Rozwinęliśmy przewody podłączone do agregatu, zjedliśmy po kiełbasce z grilla (ukłony dla pani Moniki ;-)) i ekipa filmowa zniknęła pod ziemią. A ja sobie przesiedziałem przed wejściem pilnując agregatu, który połykał paliwo, krztusił się a na koniec wypluł je z siebie… Drugiego dnia pojechaliśmy na bateriach i akumulatorach.