Lepidodendron – pierwsze kroki

Ostatnio mniej jakby w terenie, ale wszystko kręci się nadal w moim życiu wokół skamieniałości. Nagle po latach posuchy posypały się zewsząd zaproszenia do tworzenia scenariuszy i ekspozycji dotyczących dziejów życia na Ziemi. Jeszcze projekty palcem na wodzie pisane, ale jest ich tyle, że pewnie uda się przystąpić do jakiś realizacji.

Postanowiliśmy czas oczekiwania na rozstrzygnięcia przetargów i potwierdzenia realizacji poświęcić na próby wykonania pierwszych modeli.

Na pierwszy ogień poszedł karboński lepidodendron – na początek fragment „pnia”, ale sytuacja myślę jest rozwojowa ;-)

Lepidodendrony były karbońskimi widłakami dorastającymi do 30 metrów wysokości. Ich pnie pokryte były charakterystycznymi w kształcie poduszeczkami liściowymi. Zachowują się one najczęściej w skałach jako odciski (negatywy). Na potrzeby rekonstrukcji trzeba było wymyślić jakiś patent na wykonanie setek romboidalnych poduszeczek. Pomysł z wykonaniem pieczątki nie przyniósł spodziewanego efektu. Z pomocą przyszedł skamieniały pień z hałdy w Czerwionce.

Krok 1 – Nasz prototypowy model pnia ze względów oszczędnościowych został wykonany ręczną drukarką 3D – czyli przy użyciu piły i drucianej szczotki :-)

Krok 2 i 3 – styropianowy walec pokrywamy papierem i klejem. Na tak przygotowaną bryłę – nanosimy przygotowane elementy z plasteliny – oddające ornamentację pnia.

krok 4 – łączenie szczelin pomiędzy elementami

Do finalnego otrzymania modelu pnia jeszcze długa droga,ale widać już efekty po trzech dniach pracy. Dziś na wykonaną część repliki położę pierwszą warstwę silkonu. Może za tydzień spróbujemy wykonać pierwszy odlew. Proszę trzymać kciuki :-)

Opublikowano fossils replica, paleo model, skamieniałości | Otagowano , , | Skomentuj

jesień w Ogrodzieńcu

Dobiega koniec sezonu na kopanie w niektórych miejscach. Należy do nich kamieniołom w Ogrodzieńcu. Po ostatnich deszczach w dnie kamieniołomu stoi woda i chlapią się żaby. Pan Prezes wrócił do formy po ostatnim wypadku w tymże miejscu i chcieliśmy zakończyć sezon na jurze wspólnym wypadem.

Zaskoczony byłem werwą i zaangażowaniem w kopanie Pana Prezesa. Widać, że rzucenie fajek, nowa masażystka i treningi przywróciły mu radość z życia. A radość z życia wygląda tak:

Niestety mimo zaangażowania i pracy z pieśnią na ustach wynik przez nas osiągnięty wyniósł „zero” jeśli chodzi o ilość znalezionych amonitów. O dziwo humor dopisywał a nawet został poprawiony przez Andrzeja, który postanowił zaprosić nas na obiad w terenie.

Jedliśmy prosto z kociołka i Panu Prezesowi podłożyliśmy pod nogi deskę, żeby nie musiał podnosić ziemniaków bezpośrednio z ziemi ;-)

Miałem nadzieję napisać po powrocie o amonitach, które uda nam się znaleźć. Niestety – nie dość, że nie natrafiliśmy na żadnego, to jeszcze w trakcie kopania trzeba było robić odwodnienia w dole, żeby nie siedzieć w kałuży. Mimo planowanego dwudniowego pobytu na drugi dzień trzeba było wymyślić coś innego, żeby nie kopać w basenie.

Przenieśliśmy się w kierunku Włodowic. Utrzymując wątek kulinarny chciałem zaprezentować nasze śniadanie sponsorowane przez Pana Prezesa. Na początek kiełbaski i zagadka – która kiełbaska jest prezesowska?

Do kiełbasek była też kawa sponsorowana przez literki PP. W obu szklankach było tyle samo wody, ale po dolaniu mleka okazało się komu Pan Prezes wsypał więcej kawy. Ja w zasadzie lubię słabą, ale wybuchnęliśmy śmiechem widząc różnicę :-)

A w rejonie Włodowic poszło nam już lepiej. Każdy wracał do domu ze skrzyneczką amonitów. Ja przez cały dzień się zastanawiałem co tak dziwnie pachnie w wykopie… Dopiero przed wieczornym wyjazdem znalazłem w kieszeni banana. Wkładałem rano żółtego a wyjąłem czarną skórkę…  W drodze powrotnej nie zatrzymałem się nigdzie po drodze, tak dziwnie pachniałem… Człowiek Banan :-)

Opublikowano skamieniałości | Otagowano , , | 1 komentarz

„Chłopaki nie płaczą” czyli z wizytą w Ogrodzieńcu

Pojechałem w teren z Panem Prezesem. Na potrzeby tego wpisu nazwę go jednak Sierotką Bożą (w skrócie SB).

SB załatwił(a) nam niezbędne papiery i zgodę właściciela terenu na prowadzanie prac poszukiwawczych. Zadbał(a) też o koparkę, która o 6:30 stanęła w wyznaczonym miejscu i zaczęła kopać. Wszystko było wspaniale do momentu, aż operator koparki powiedział, że w tym miejscu to on nie da rady się przebić. No cóż. Żaby będą miały kolejny basen – wzruszyliśmy ramionami i SB wskazał(a) inne perspektywiczne miejsce. Poszło dużo sprawniej Panu Koparkowemu i po pół godzinie mogliśmy się cieszyć z nowego dołka. Wtedy Pan Prezes spuszczony na chwilę z oka przestał być Panem Prezesem a został SB. Wpadł do dołu jedną nogą a druga została u góry. I do tego zgięła się w kolanie w płaszczyźnie na jaką kolano nie było przygotowane. Nigdy. Nie widziałem tego ale zielony kolor SB, który osunął się po samochodzie potwierdzał scenariusz wydarzeń. Pan Koparkowy zamarł z łyżką w górze.

Kolega leżał sobie w cieniu Defendera chłonąc widoki a ja zaproponowałem, że może wykopiemy mu koparką stopnie, żeby mógł wygodnie schodzić do wykopu. Okropny jestem.

„Chłopaki nie płaczą” zakrzyknęliśmy jednak i po przerwie technicznej wskoczyliśmy do dziury. W tym momencie odpuszczam SB – może być znów Panem Prezesem – bo dzielnie kopał przez parę godzin. „Możesz się załatwić w dole”, „podać Ci linę?” – dokuczałem. Mimo wielkiego poświęcenia (słyszę głosy nazywające to głupotą – a jakże) w poniedziałek niewiele przyszło nam z tego kopania. Pojechaliśmy do szpitala w Zawierciu. Przedtem na pasie zapiąłem mu pluszowego kanarka, żeby mu nie było smutno. Proszę sobie wyobrazić minę pani na przystanku, którą pytał o drogę…

I to w zasadzie koniec opowieści. Podziękowania dla Sławka i Andrzeja, którzy zaglądali do mnie w ciągu dnia i wieczorami i sprawdzali czy z moją głową przy tym słońcu wszystko ok. Dzięki chłopaki – jak Panu Prezesowi zdejmą szynę to Was odwiedzimy.

Na zdjęciu u góry – nasza miejscówka należy do tych bardziej prestiżowych. Basen z żabami w cenie wycieczki.

Spanie w terenie sprawia sporo radości. Można posiedzieć przy ognisku, wypić piwo z miejscowego browaru Jurajskiego (a jak!) i cieszyć się okolicznościami przyrody…

Jeśli chodzi o samo pozyskiwanie okazów to nie jest to prosty temat. I to spora loteria. Amonity, których szukamy leżą w cienkiej warstwie gliny. Są mocno spękane i delikatnie trzeba je odsłaniać utwardzając klejem. To i tak nie gwarantuje sukcesu, bo najtrudniejsze jest ich podniesienie w jednym kawałku. Poniżej trochę zdjęć wg schematu: najpierw zdjęcie amonita w momencie znalezienia, potem odsłanianie i finalny efekt.

1. ?Perisphinctes

2. Peltoceratoides sp.

3. Aspidoceras sp.

I na koniec garść innych znalezisk:

Pamiętajcie w takie gorące dni uzupełniać elektrolity, bo w głowie może się zakręcić. I to zdrowo.

Opublikowano podróże z geologią, skamieniałości | Otagowano , , , , , , | 1 komentarz

taki projekt – Park Nauki i Ewolucji Człowieka

Pora na wpis z dedykacją. Wszystkim tym, którzy w ostatnich miesiącach rzeźbili, wyciągali kulki styropianu z majtek, malowali, mieszali glinę, dźwigali kamienie, kłuli się tarniną, pokonywali trasę do i z Krasiejowa, byli zmuszani do wiśniówki…

Zaproszono mnie do realizacji nowego muzeum przy JuraParku w Krasiejowie. Parę lat temu w budynku w wielkich młynach mieszano glinę z wyrobiska (w którym teraz mieszkają dinozaury) i rurociągami transportowano do Strzelec Opolskich. Pomysłów na adaptację było kilka, a przebić udało się Andrzejowi, który zaproponował, by stworzyć muzeum poświęcone ewolucji człowieka. Temat trudny do przedstawienia, a czy pochwyci i będzie się dobrze „sprzedawał” pokażą już wakacje. Trzymajcie kciuki.

Ogólnie pomysł był prosty – stworzyć obiekt, który przeniesie nas w czasie. Oczywiście wstecz. Do tego potrzebny jest jakiś „pojazd” i miejsce, z którego może on wystartować. Michał zaprojektował wygląd budynku i wnętrze naszych promów do podróży w czasie. Ku zaskoczeniu wielu osób udało się stworzyć coś co w znacznym stopniu odpowiada tym projektom i wizualizacjom :-) .

Mocnym, a zarówno najsłabszym elementem obiektu okazały się multimedia – tempo prac było tak duże, że nie starczyło czasu na wcześniejsze testy i dopiero dziś (pół miesiąca po otwarciu obiektu) elementy te udaje się zgrać i dopracować – z każdym dniem wygląda to lepiej. Promy startują w czasoprzestrzeń, po pokładzie oprowadza nas wirtualny przewodnik, przez okulary obserwujemy rzeczywistość wykreowaną na ekranach w 3D.

Wracając do dedykacji… „Nasz zespół” (specjalnej troski) miał za zadanie przygotować kilka dioram. Część z nich można oglądać przez okna na pokładzie promów, część stanowi samodzielne obiekty, do których zostajemy „przeniesieni”. Z niektórych elementów jesteśmy zadowoleni bardziej, z innych mniej – sporo się nauczyliśmy przy tej realizacji. Wiemy na przykład, że:

- baobab w całości nie zmieści się na Renaulta Mastera,

- tyczek bambusowych do dioramy lasu kupiłem o jakieś 400 sztuk za dużo (ktoś, coś z bambusa do ogródka potrzebuje?),

- ściany z płyty prekonowej są super materiałem – w każdej chwili można szybko zrobić w nich większy otwór, żeby np. wnieść stalową konstrukcję do promu,

- w piątek 13go lepiej nic nie robić,

- szyby, które mają pasować, zwykle nie pasują, więc lepiej montować je w gablotach przynajmniej na 4 dni przed otwarciem, wtedy zawsze można je jeszcze gdzieś dociąć po znajomości,

- nie należy pożyczać odkurzacza gościom od gładzi gipsowych… (no chyba, że lubi się sprzątać tylko dlatego, że się włączyło odkurzacz),

- włosy w nosie przydają się na długich trasach gdy grozi zaśnięcie. ;-P

Na koniec wypada zaprosić do Krasiejowa – obejrzyjcie i oceńcie. A tym, którzy pomogli przy realizacji i ze mną wytrzymali jeszcze raz dzięki i do następnego razu ;-)

 


Opublikowano Bez kategorii, podróże z geologią | Otagowano , , | 1 komentarz

ze stolicy off roadu – fotorelacji cz.3 i ostatnia

Ostatnia paczka zdjęć z rejonu Moab. Może ją jeszcze jakoś przełkniecie ;-)

Przed Państwem Arches National Park:

Opublikowano offroad, podróże z geologią | Otagowano , , , , | 2 komentarzy

ze stolicy off roadu – cz.2 – fotorelacja

Opublikowano offroad, podróże z geologią | Otagowano , , , , | Skomentuj

ze stolicy off roadu – cz.1

Na ulicach wielkie pick’upy ciągnące przyczepy z autami terenowymi, motocyklami i pojazdami UTV. W mieście hotele, knajpki, restauracje, wypożyczalnie i serwisy sprzętu. Dookoła pustynia – kamienie, piach i słońce. Pośrodku niczego – Moab – stolica światowego off roadu.

Miasto przyjęło nas iście po amerykańsku: goframi i tostami na śniadanie, hamburgerem z frytkami na obiad, błękitnym niebem, słońcem, kwitnącymi kaktusami. Sypnęło czerwonym kurzem pod powieki, w uszy i majtki.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć z pierwszego przejazdu.

Opublikowano offroad, podróże z geologią | Otagowano , , , , | Skomentuj