terminy gonią

Mija trzy tygodnie odkąd wyjechaliśmy z domów. Prace postępują w szybkim tempie, co trochę wyskakują jakieś nieprzewidziane zadania, ale atmosfera dobra w zespole mimo delikatnych opóźnień.

Dziwne to muzeum w Moab. Nietoperze latają po nim w ciągu dnia, cykady gdzieś grają po kątach, jaszczurkę trzeba było wyprowadzić na słońce. Chciałem wyżąć gąbkę w misce z wodą a złapałem za mysz…

Ale kto by się przejmował terminami??? :-)

Dzień się kończy. Ewa wycina diamentową tarczą napis w piaskowcu, ale po tym jak jej „pomogłem” pomalować afisz na wejście to woli sama dokończyć ryty. Więc leżę na rozgrzanym chodniku a ona ściska w rękach szlifierkę.

Czekamy na kuriera. Bo farby się kończą i wielbłądzia sierść potrzebna do aranżacji.

Co jakiś czas na pobocze zjeżdża auto i ludzie robią zdjęcia dinozaurów wystających ponad ogrodzenie. Kończymy pracę na dziś.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

przygoda, przygoda

Myślę, że każdy się zgodzi z tezą, że wystarczy wyruszyć w podróż, a człowieka spotyka przygoda. Gdy podróżujesz to wymiana opony, ucieczka autobusu, oberwanie chmury stają się przygodą (szczególnie gdy 1 dzieje się na pustkowiu, 2 to był ostatni autobus dnia i śpisz na dworcu w obcym kraju czy w czasie 3 przemaka ci wszystko co masz w plecaku, łącznie ze śpiworem). Człowiek rusza z domu a przygoda HYC i już idzie za Tobą i ciekawie rozgląda się na boki.

Można zwiększyć ilość przygód zabierając ze sobą w podróż kogoś kogo przygoda lubi, kogoś kogo przygoda pragnie, kogoś KTO PROWOKUJE PRZYGODĘ.

Ja znam takiego KTOSIA. Potrafi ślizgać się w komandoskich butach na balkonie, nie schodzi po ścieżce tylko zjeżdża na tyłku po błocie i piargu, budzi się rozprostowując nogi zapominając, że położył się w bagażniku auta, na pytanie celnika „czy ma Pan bombę” odpowiada z roztargnieniem „tak, tak”… Przygoda siedzi mu w kieszeni. I udziela się osobom towarzyszącym.

O KTOSIU pisałem kilka dni temu w poście pt. „znany i lubiany” – nazwijmy go dziś GEPARDEM. Gepard miał przylecieć 11go. W zasadzie można się dziwić dziewczynom, że po niego wyjechały na lotnisko. Znając jego dobrą znajomość z przygodą można było założyć, że nie będzie o czasie. Samolot Geparda nie wylądował w Denwer tylko w Salt Lake, po drodze było tornado, załoga samolotu zabrała klucze od samolotu… Dzień później gdy już do nas przyjechał rozwiązał się worek z przygodami. Ewę polubił nietoperz, który chciał koniecznie powiedzieć jej coś do ucha. A wczoraj będąc „w gościach” w willi Darka, wychodząc na patio w wieczorowej sukni i na obcasie wykonała skomplikowany taniec kończąc układ taneczny na kolanach wychodząc na zewnątrz razem z moskitierą.

W sumie można się zdziwić, że wracając do Moab nie złapaliśmy gumy, bo z przedniej opony wystają druty a z tylnej gwóźdź. Dziwne. Ale może to przygoda na dziś.

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

żeby nie było 2

Hej Ciociu! Ostro pracujemy z przerwami na niedzielę. Twój dinozaur stoi na piedestale, obrasta błotem dookoła. Co prawda Znany i Lubiany Pan Doktor, powiedział, że szczeliny z wysychania nie takie jak powinny, ale postaramy się, żeby dobrze wyszło… Zresztą i tak wszyscy będą patrzeć na Twój model.

Ewa chyba skończyła malować ścianę pod info-kioski. Fajne uczucie, że Gerard wytypował wśród replik malowidła z Cueva de los Manos – Ciocia pamięta, że byłem tam z Wujkiem? Pół ekipy będącej na miejscu przybiegło do Ewy i zostawiło swój ślad dłoni. Potomnym :-)

Diorama z tetrapodami ma już niebo i zatopione korzenie, małe dinozaury toną w błotnej pułapce, pterozaur zostawia ślady…

Pędzimy na kolację – pa Cociu ;-)

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

znany i lubiany

Wreszcie przyjechał. Długo oczekiwany – doktor Gerard Gierliński. W Polsce to doktor nr 2 zaraz po doktorze Pai-Chi-Wo. Ciekawa historia: gdy kręcono Akademię Pana Kleksa scenarzysta nie mógł się zdecydować czy w scenariusz wpleść doktora Gierlińskiego czy lekarza z Państwa Środka. Zadecydowała polityka i wizja kontaktów biznesowych między Polską a Chinami. Jednak mało kto wie, że Gierliński w momencie gdy Akademia Pana Kleksa przeszła mu koło nosa zagrał w kilku kasowych filmach: „Zaginiony świat”, „Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia”, wszystkich częściach „Jurassic Parku” czy „Wyznaniach gejszy”. Rola cygańskiego barmana w tym ostatnim przyniosła mu największy rozgłos i aplauz fanów na całym świecie.

Przyjechał do nas w swoich ulubionych pantoflach używanych przez brygady zwalczające narkotykowe gangi w Boliwii. Laptopy tradycyjnie spakował w walizki Navy Seals, z czego każda była zapięta na dwie kłódki. Gerda Gerarda :-)

Na jego widok wszyscy porzucili miejsca pracy i pobiegli go uściskać. Noski, noski, eskimoski – klepanie po plecach, ceremonialne ukłony i już dwie godziny później formalności powitalne dobiegły końca. Doktor Gierliński mógł zając się tym co go sprowadziło na pustynię Moab. Czyli konsultacjami naukowymi. Więc pojechaliśmy na hamburgera…

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

żeby nie było

Żeby nie było – przyjechaliśmy tutaj też trochę popracować. Nie pierwsze to wyzwanie ale tym razem jest ciśnienie związane z tym, że na poprawki raczej nie chcielibyśmy tu przyjeżdżać. Bilety do USA nie są jeszcze tanie… No i ten wpis dedykuję Działowi Marketingu bo dopominają się o zdjęcia z montażu.

Największym wyzwaniem wydaje się diorama z modelami 10 tetrapodów. Ma wypełnić wnękę w sali muzealnej, jest pięciokątna i sporym wyzwaniem wydawało się pozbycie tych kątów. Ale styropian, piana i szpachla, szpachla, szpachla… i w sobotę z Tomkiem mogliśmy wyjąć wieczorem szpachlę z nosa, uszu (i paru innych miejsc) i przerzucić odpowiedzialność za kolejny etap na Ewę. Ufff. Ona wystraszona a my wiemy, że sobie poradzi. W zasadzie to nie ma innej opcji.

Krok 1 – zabudowa wnęki

krok 2- nie dało się go sfotografować ze względu na zapylenie – ale przed obiadem wyglądaliśmy tak:

krok 3 – my już odpoczywamy a Ewa łapie za pędzle:

O postępach prac będziemy informować na bieżąco. A jak skończymy to otworzymy szkło z Polski…

Innym elementem, którego wykonania podjął się nasz dzielny zespół jest imitacja skalnej ściany, w której zamontowane zostaną „info-kioski”. Elementy przygotowaliśmy w Polsce a tu składamy na miejscu. I znów fizyczni odwalają pracę a Ewa się opala…

A potem Ewa wkracza do akcji i ściana zaczyna wyglądać:

Udało się też zmontować nogę mamenchizaura i pterozaur już doleciał:

A po całym dniu pracy na obiad… Ziemniaczki pogrzebowe :-)

 

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Potash

Inny świat. Wzdłuż rzeki Kolorado masa parkingów wśród zieleni. I grille. Grille w terenie, niepilnowane, stalowe. Stoją. Na skalnych ścianach ryty indiańskie – duchy, węże, ? antylopy.

Bez przewodnika turystycznego obstawiam, że „Potash” z drogowskazu wskazuje na kopalnię soli. I bingo. W górach, między czerwonymi piaskowcami znajdują się sztuczne zbiorniki, z których pozyskuje się sól.

Przejeżdżaliśmy przez strumień. Woda sobie ciekła wąskim strumyczkiem a po jego obu stronach kwitły białe kryształy soli.

 

Wielkie kamienie jak głowy na cienkich szyjach. Głazy warstwowane jak mega torty. Ewa skacze z miejsca na miejsce. Zdjęcie ze skałą, zdjęcie z kaktusem, zdjęcie na kamieniu, zdjęcie w podskoku, zdjęcie, zdjęcie, zdjęcie…

Tego dnia warto odnotować dwa spotkania:

1. z wiewiórką

2. z Damianem, który rano pożyczył nam auto a potem wynajął Jeepa i natknął się na nas w górach. I było to jedyne auto, które spotkaliśmy na trasie.

 

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

w drodze

No i polecieliśmy. Wydawało mi się, że sympatyczny ze mnie chłopak i dobrze mi z oczu patrzy ale służby celne w Amsterdamie i Portland były innego zdania i zaproszono mnie na kontrolę narkotykową. Na ostatniej przesiadce chcieli przejrzeć nasze bagaże, już się zastanawiałem co powiedzą na moje torebki z bakaliami, ale u Tomka wykryto wcześniej kanapkę z serem holenderskim, wysiedzianą na trasie przez ocean. Celnik uśmiechnął się na jej widok i machnął na nas ręką.

Orzeszki doleciały do Moab :-)

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj