Pierwszy dzień w Maroku nie wiedziałem jak się skończy. Ja mam stały typ jeśli chodzi o noclegi w Oued Zem – Hotel Marhaba. Ostatnim razem kiedy tam byliśmy mieliśmy PRZYGODĘ Z TRAKTOREM. Chłopcy parkingowi bardzo ucieszyli się ze wspólnego zdjęcia z „akcji”.
Hotel Marhaba jaki jest każdy widzi. Typowy hotel dla marokańskich podróżnych bo turyści raczej nie mają czego szukać w tym mieście. Od lat nie naprawiany jest piecyk gazowy i jest problem z ciepłą wodą. Tym razem nawet nie chciało mi się iść prosić o „shun lema” bo w sumie od kąpieli w Polsce nie upłynęła jeszcze doba.
To jedyny piecyk gazowy jaki znam uruchamiany przy pomocy pęku płonących gazet.
Nie wiedziałem czy Damian zaakceptuje warunki w takim przybytku. Nawet z rozpędu początkowo zaproponowałem mu droższy pokój po drugiej stronie ulicy, ale akurat nie było nikogo w recepcji. Z pewnym niepokojem pobrałem klucze i pokazałem koledze wnętrze.
Jeśli przyjąć marokańskie standardy hoteli robotniczych to ten jest nawet czysty. Nie należy zaglądać pod łóżko. W korytarzu gdy zapali się światło karaluchy nie zabijają się o siebie więc jest już nieźle. Minusem dla niektórych może być to, że hałas od ulicy jest naprawdę spory i trwa do późnych godzin nocnych (?porannych). Jest tak duży, że w pierwszym odruchu człowiek chce zamknąć już zamknięte okno.
Damian był chyba nieco zaskoczony tym, że w pokoju płytki są lepiej położone niż w łazience. Chyba był lekko wystraszony „standardem”…
Zdecydował, że możemy w nim zamieszkać ale musieliśmy wyruszyć na zakupy bo pościel sprawiała wrażenie … nieco używanej. „Nie będę spał na siedząco” – i wyruszyliśmy na poszukiwanie koca lub prześcieradła.
Tuż obok znajduje się targ, bez problemu znaleźliśmy stoisko z kołdrami, pledami i kocami. Przerzuciwszy różne barwne chińskie wzory zdecydowaliśmy się na – jak zachwalał sprzedawca – niebieski koc kaszmirowy. „Nie alergizujący.” Koc rzeczywiście był lekki i miły w dotyku, koło kaszmiru nigdy nie leżał ale do końca miał tak na imię.
Po całym dniu w podróży, wcześniej imprezie pożegnalnej gdzieś pod Warszawą, w sumie dwóch nieprzespanych nocach Damian zasnął w ubraniu tak jak przyjechał. Zdążył się tylko zawinąć w koc. Położył się w żółtych jeansach a obudził… w niebieskich.
Kaszmirowy koc…
….przyjechał z nami do Polski.