13-15.X – OFFROAD
Po jeździe asfaltem przyszedł czas na przetarcie nowych ścieżek. Z roku na rok przybywa w Maroku dobrych dróg, nawet w najwyższych partiach gór, ale na południu kraju wciąż można mknąć przez pustynię w kierunku Algierii wyznaczając nową drogę.
Jazda Defenderem przez Europę jest dość uciążliwa – auto jest „mułowate”, przez co jest się królem prawego pasa na autostradzie, wnętrze jest dość głośne (oprócz silnika przy większym wietrze pięknie gra nam blaszana podłoga bagażnika) i w środku jest dość ciasno. Jednak wszystkie te niewygody giną w mroku zapomnienia gdy już się dojedzie na południe gór Atlas. Auto sunie szutrowymi drogami, przejeżdża przez mniejsze wydmy, kamieniste koryta rzek okresowych, wspina się po skalnych progach. Mimo usilnych prób nie udało się nam zakopać Defendera. Ugrzązł w piachu, nie poszedł już do przodu, ale bez problemu wyjechał na wstecznym biegu i objechał przeszkodę. Prawie półtorametrowy podnośnik leży bezużyteczny w bagażniku i pewnie tak zostanie do końca wyjazdu.
13go dojechaliśmy do kopalń kwarców z azurytem i malachitem ok. 70 km od Alnif w Oum Jrane co nie było jakimś szczególnym osiągnięciem bo droga prowadziła cały czas prosto. Co innego 14go, gdy zabraliśmy ze sobą przewodnika z restauracji Dinosaurs Kem Kem i pojechaliśmy jak się później okazało, aż do Algierii (ale nie mówcie o tym mojej mamie ;-)). Brnęliśmy na azymut do miejsca gdzie nomadzi zbierają okazjonalnie kości dinozaurów. Osady wieku kredowego w tej okolicy obfitują w kawałki kości i zębów. Formacja skalna zwana przez geologów Kem Kem – ciągnie się wzdłuż granicy (a właściwie to granicę wytyczono po krawędzi wzgórz). W najwyższej partii wzgórz (ponad 900m. npm.wysokości) znajdują się warstwy wapieni, które łupią sie na piękne cienkie płyty. Można w nich znaleźć szkieleciki ryb, fragmenty roślin, kraby itp. co świadczy, że powstawały w warunkach ciepłej laguny. Kiedy się już wejdzie na te wapienie to jedną nogą stoi się w Algierii.
Z okolic Oued Seba wracaliśmy do Micissi Oued el Mharch… Dopóki widać było pasma wzgórz po obu stronach to one wyznaczały kierunek. Ale gdy zrobiło się już całkiem ciemno, to przyznam, że trochę błądziliśmy… Dojechaliśmy do Micissi umęczeni, głodni, ukurzeni i zadowoleni, że to już „dom”.