Do miasta można dostać się wąskim mostem. Woda w rzece otaczającej miasto w zasadzie stoi. Ludzie piorą w niej ubrania, płuczą warzywa przed pójściem na targ, poją zwierzęta, kąpią się i łapią ryby. A do tej wody cienkimi strużkami z Djenne ciekną fekalia z ulicznych rynsztoków. Miasto cuchnie. Cieszyłem się, że zaszczepiłem się przeciwko cholerze.W pierwszej chwili chcieliśmy zostać na noc w mieście, ale przejazd śmierdzącymi uliczkami i wizyta w polecanej przez przewodnik restauracji sprawiły, że zdecydowaliśmy się wyjechać i spać na dachu małego campingu.
Djenne słynie z meczetu, wpisanego nawet na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Budowla w centrum miasta zbudowana z cegieł z błota góruje nad głównym placem targowym.
Przy wejściach do meczetu wiszą duże tablice, na których jest wyraźnie napisane, że niewiernym nie wolno zwiedzać tej budowli. Mimo tego zaraz po wyjściu z samochodu znajduje się kilku „autoryzowanych przewodników”, którzy za drobną opłatą wprowadzą cię do środka. Potem można się spodziewać całego przedstawienia – pojawi się jakiś człowiek z krzykiem, który będzie udawał strasznie zdenerwowanego twoją obecnością. Krzyczący i machający rękami. Twój przewodnik będzie zgrywał bohatera i obrońcę, po czym ty sowicie go wynagrodzisz za jego czyny i zasłanianie cię własnym ciałem. Tak bywa. Podobno. My udaliśmy się tylko na spacer wokół i małe przedstawienie też miało miejsce.
Meczet i jego okolice mimo tego, że z gliny i tak mocno nagrzewają się w słońcu. Przerażający jest widok bosych dzieci biegających w rynsztokach. Władze miasta wpadły na pomysł, żeby szlam z kanałów wygrzebać, żeby je udrożnić, ale nikt go nie wywiózł i schnie on wzdłuż ulic…
CZAS NA KONKURS. Pytanie brzmi – ile jaszczurek jest na jednym zdjęciu?
Djenne ma swój urok. Na drugi dzień wróciliśmy na ta słynny targ ściągający ludzi z okolicznych wiosek i plemion. Ale wyjeżdżaliśmy pospiesznie, uciekając kolejnym parkingowym strażnikom, przewodnikom, panom „I’m Mister Good Price” itp.
Jeśli wybierasz się do Djenne, bo wiesz, że to turystyczna atrakcja, pamiętaj że lepiej nie planować obiadu w mieście. Zapomnieć też można o spokojnej kawiarence i filiżance kawy. Djenne warto odwiedzić jeśli chce się poznać Afrykę, trzeba iść z uśmiechem na spotkanie z naciągaczami, przybijać „piątki” z dzieciakami, odmawiać grzecznie przewodnikom, a parkingowych pytać o kwitek/bilet (czego zwykle nie mają). Miasto generalnie jest smutne, ożywa w czasie targu, ale o tym w osobnym wpisie. Już wkrótce.