Znajomi pytają – „jedziesz na giełdę do Sainte Marie?”. Odpowiadam – „pewnie, że jadę”. Od kilku lat namawiałem Damiana, żeby też przyjechał i wreszcie się zdecydował. Miał dojechać do nas w czwartek.
Czwartek rano – telefon. „Słuchaj, jestem w Sainte Marie, ale nie ma tu żadnej giełdy minerałów” 😉 Pamiętajcie wpisać w nawigację pełną nazwę – Sainte Marie Aux Mines.
Gdy nazwę miasteczka wrzucicie w wyszukiwarkę internetową „wyskoczą” hasła i zdjęcia związane z odbywającymi się tutaj targami minerałów, skamieniałości i biżuterii. Zapomniane (choć urokliwe) miejsce ożywa na kilka dni czerwca, zjeżdżają tysiące ludzi z całego świata – dla kamieni.
Poniżej kilka zdjęć w oderwaniu od imprezy a wkrótce wpis o „kolczastych” amonitach.
Szarlotka zawsze kojarzyła mi się z jabłkami. W Saint Marie można dostać oprócz takiej cytrynową i gruszkową. Piekarni jest w miasteczku bardzo dużo – zaskakująco dużo jak na ilość mieszkańców. Różnią się od naszych tym, że oczywiście zamiast „naszego” chleba na półkach leżą bagietki a do tego w gablotach sporo jest wyrobów kojarzonych u nas z cukiernią. Do tego w większości lokali można usiąść przy stoliku i domówić do wypieków kawę lub herbatę.