Pojechałem w teren z Panem Prezesem. Na potrzeby tego wpisu nazwę go jednak Sierotką Bożą (w skrócie SB).
SB załatwił(a) nam niezbędne papiery i zgodę właściciela terenu na prowadzanie prac poszukiwawczych. Zadbał(a) też o koparkę, która o 6:30 stanęła w wyznaczonym miejscu i zaczęła kopać. Wszystko było wspaniale do momentu, aż operator koparki powiedział, że w tym miejscu to on nie da rady się przebić. No cóż. Żaby będą miały kolejny basen – wzruszyliśmy ramionami i SB wskazał(a) inne perspektywiczne miejsce. Poszło dużo sprawniej Panu Koparkowemu i po pół godzinie mogliśmy się cieszyć z nowego dołka. Wtedy Pan Prezes spuszczony na chwilę z oka przestał być Panem Prezesem a został SB. Wpadł do dołu jedną nogą a druga została u góry. I do tego zgięła się w kolanie w płaszczyźnie na jaką kolano nie było przygotowane. Nigdy. Nie widziałem tego ale zielony kolor SB, który osunął się po samochodzie potwierdzał scenariusz wydarzeń. Pan Koparkowy zamarł z łyżką w górze.
Kolega leżał sobie w cieniu Defendera chłonąc widoki a ja zaproponowałem, że może wykopiemy mu koparką stopnie, żeby mógł wygodnie schodzić do wykopu. Okropny jestem.
„Chłopaki nie płaczą” zakrzyknęliśmy jednak i po przerwie technicznej wskoczyliśmy do dziury. W tym momencie odpuszczam SB – może być znów Panem Prezesem – bo dzielnie kopał przez parę godzin. „Możesz się załatwić w dole”, „podać Ci linę?” – dokuczałem. Mimo wielkiego poświęcenia (słyszę głosy nazywające to głupotą – a jakże) w poniedziałek niewiele przyszło nam z tego kopania. Pojechaliśmy do szpitala w Zawierciu. Przedtem na pasie zapiąłem mu pluszowego kanarka, żeby mu nie było smutno. Proszę sobie wyobrazić minę pani na przystanku, którą pytał o drogę…
I to w zasadzie koniec opowieści. Podziękowania dla Sławka i Andrzeja, którzy zaglądali do mnie w ciągu dnia i wieczorami i sprawdzali czy z moją głową przy tym słońcu wszystko ok. Dzięki chłopaki – jak Panu Prezesowi zdejmą szynę to Was odwiedzimy.
Na zdjęciu u góry – nasza miejscówka należy do tych bardziej prestiżowych. Basen z żabami w cenie wycieczki.
Spanie w terenie sprawia sporo radości. Można posiedzieć przy ognisku, wypić piwo z miejscowego browaru Jurajskiego (a jak!) i cieszyć się okolicznościami przyrody…
Jeśli chodzi o samo pozyskiwanie okazów to nie jest to prosty temat. I to spora loteria. Amonity, których szukamy leżą w cienkiej warstwie gliny. Są mocno spękane i delikatnie trzeba je odsłaniać utwardzając klejem. To i tak nie gwarantuje sukcesu, bo najtrudniejsze jest ich podniesienie w jednym kawałku. Poniżej trochę zdjęć wg schematu: najpierw zdjęcie amonita w momencie znalezienia, potem odsłanianie i finalny efekt.
1. ?Perisphinctes
2. Peltoceratoides sp.
3. Aspidoceras sp.
I na koniec garść innych znalezisk:
Pamiętajcie w takie gorące dni uzupełniać elektrolity, bo w głowie może się zakręcić. I to zdrowo.
Przepiękne zdjęcia, szczególnie ten zachód słońca