wspominkowy spacer

Wyszliśmy dziś z Pawłem na spacer. Jakiś taki wspominkowy wyszedł…

Nocleg w Maison Africa u Mohameda Meddiki. Kiedyś do Mohy jechało się z przyjemnością. Odwiedzało się marokańskiego przyjaciela. Spało na klepisku, odganiało muchy, chodziło w teren, jeździło „do miasta”, muzykowało. A kilka tygodni temu okazało się, że Moha jest większym krętaczem niż przypuszczaliśmy… Szkoda.

Jedziemy, jedziemy – mówił Ben. Tu zaraz będzie asfalt, potem most a niedaleko przystań promowa… Asfaltu nie było, trasa miejscami tylko dla osiołków, w nocy strach ale super wyszło. Prom nie kursował. Most był ale kolejowy i strzeżony przez policjanta. Przemknęliśmy po torach na drugą stronę pod osłoną nocy. To były dobre dni, w drodze do Kayes w Mali.

Impreza inicjacyjna dla dziewcząt w Nouadibou w Mauretanii. Dawno tyle osób się ze mnie nie śmiało, żebym tylko wiedział z czego… Podskakujące piersi, drgające pośladki, nocne pokrzykiwania, rytm bębnów i szklanka herbaty. A potem szybka ewakuacja gdy aparat zaczął przeszkadzać.

Udane poszukiwania wzdłuż granicy marokańsko-algierskiej. Odnaleźliśmy namiot nomadów i przekazali odbitki zdjęć kobiet sfotografowanych przed laty. W międzyczasie dorosło kolejne pokolenie. Dla rodziców odbitki ze slajdów – kiedyś dla dzieci odbitki cyfrowe. A oni cały czas mielą hennę w kamiennych żarnach, a bryły cukru rozbijają młotkiem.

Mauretania – zakład wulkanizacyjny. Przyjmijmy, że to zbieg okoliczności, że złapaliśmy gumę na parkingu obok niego. Trzech pracowników ale klient i tak sam musi podnieść swoje auto, zdjąć i założyć koło. Nie przeszkadzało mi to zupełnie, ale co by było gdybym nie miał podnośnika? Ciekawe jak wtedy wyglądają procedury. Widziałem w Afryce auta, które w warsztatach leżały „na boku”.

W kontekście tego co się dzieje teraz w Mali bardzo żałuję, że spędziliśmy u Dogonów tak mało czasu. Malaron zrył mi psychikę, nigdy nie miałem takich stanów depresyjnych – za wcześnie  podjęliśmy decyzję o powrocie.  Sami sobie gotowaliśmy a i tym dzieliliśmy się z gospodarzami. Takich mężczyzn nierobów nie widziałem nigdzie indziej. Tak jak kobiet o dłoniach jak podeszwy.

Wypadek w Mauretanii w pierwszej chwili wydawał się makabryczny i po  części takim był. Dzień później nasz Defender został wyklepany młotkami, patykami, kawałkami blachy. Co jakiś czas wypadało mu prawe „oko” ale dojechał do domu. Żadne inne auto nie wygląda tak dobrze gdy jest poobijane. „Wgniotki” na pamiątkę.

Może na dziś wystarczy już wspominek.  Zdjęcia wspólne. Do następnego spaceru.

Ten wpis został opublikowany w kategorii kierunek Mali, offroad i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *