sraczka

kartka z pamiętnika – 9.XI.2011

Drogi Pamiętniku…

To nie był dobry dzień. Już rano się okazało, że drogę do Erfoud i powrotną muszę odbyć sam. Paweł się rozchorował i nie był w stanie wsiąść do samochodu. Ruszyłem.

Na drodze wyjątkowo pusto po świątecznych wieczornych szaleństwach. Samotnie. W górę i w dół i przez zakręty. Do wieczora prawie 500 kilometrów. Jak wracałem zabrałem dziadka „na stopa”, żeby „pogadać”. Skończyło się na wymianie uprzejmości przy w- i wysiadaniu.  Dziadeczek siedział sztywno tylko raz obejrzawszy się przez ramię. Nawet nie oparł się o oparcie fotela, bujał się na boki na zakrętach bo nie zapiął pasów.

Choroba nas łamała. Brzuchy bolały – mdłości. Generalnie niewesoło, ale nie ma się co dziwić – huśtawki temperatury, ciśnienia, brak jedzenia. Tzn. jedzenia z okazji święta pełno dookoła, ale mnie jakoś te jelita pozaplatane w warkocze nie pociągają. Nie przepadam za baraniną, a jak już dostałem szaszłyki to wróciłem z nimi nad ogień, bo były dość krwiste i ze sterczącymi włosami. Dziwne, że wcześniej nie zniknęły w ognisku grillowania.

Drogi Pamiętniku…

Plan na dziś to było wyspać się a jutro najeść. Taki był plan…

godzina 00.24

Ból brzucha zmusza do szybkiego biegu w kierunku toalety. Jak to mówi kolega Jarek: „hydrant z d…”.

godzina 04.00

Zaczynam brać antybiotyk… Paweł też praktycznie nie śpi, leży z gorączką. Przygoda…

Mam ze sobą książkę Cejrowskiego. „Podróżnik WC” bardzo pasuje tytułem do sytuacji i miejsca w jakiej się znalazłem.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Maroko i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na sraczka

  1. pog pisze:

    Nie narzekaj – przynajmniej leżeliście w porządnych hotelu z kiblem 😉

    • piknik pisze:

      Nie narzekam. W planach był namiot na pustyni, ale jak zobaczyłem jak wygląda Paweł zdecydowałem o wyjeździe od Mohy do hotelu. Obu wyszło nam to na dobrze. Na drugi dzień nie wychodziłem z… pokoju 😉
      A tak poza tym Pogu to chyba jakaś rocznica bloga się szykuje? 😉

  2. ja przygode z hydrantem mialem noca posrod wydm Ergu Chebbi… a wlasciwie zaczelo sie w sztolniach El-Begi 😉 oby nigdy wiecej nie miec powtorki ;p

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *