ciężko być Świętym Mikołajem

ciężko być Świętym Mikołajem

A miało być tak pięknie…

…worek ubranek i dzieciaczki (kochane dzieciaczki) w wiosce Tilmi.

Najpierw chodziliśmy po okolicy, robiliśmy zdjęcia. Dzieciaki towarzyszyły nam przez cały czas ale było miło, mimo jakiś szturchańców i zabłąkanego kamyka, który trafił mnie w ramię (w sumie to blog.kamyk.pl 😉 Problemy zaczęły się gdy postanowiliśmy rozdać trochę prezentów.

Nie robiłem tego pierwszy raz i zaskoczony bylem tym co się stało. Wiadomo – każdy chciał coś dostać. Zwykle kiedy nie dawało się zapanować nad krzyczącym, śmiejącym, płaczącym, skaczącym tłumem rysowałem piętą na piachu grubą kreskę i czekałem, aż dzieciaki za nią staną. I zawsze udawało się ogarnąć sytuację i każdy był zadowolony. Dziś się nie udało. Trzy czy cztery starsze kobiety próbowały nam pomóc, ale bez powodzenia.

I stała się katastrofa. Pomyślałem, że najlepszym rozwiązaniem będzie przekazanie torby jednej z kobiet, bo przecież zna dzieci i rozdzieli to najlepiej. Ajajaj… Dzieciaki rzuciły się na babcię i rozszarpały… reklamówkę.

Na wszystko jest sposób. Poturbowaną kobietę wziąłem pod ramię i zaprowadziłem do domu. Paweł pilnował rozwrzeszczaną i żądną krwi tłuszczę przy Defenderze. Ufff.

Do domu przychodziły kobiety z dzieciakami w chustach, na rękach i w brzuchach. Odetchnąłem – misja wypełniona. Człowiek uczy się przez całe życie.

Mikołaj nadchodzi – 40 rózg z transportem do Tilmi w dobrej cenie kupię 😉

Ten wpis został opublikowany w kategorii Maroko i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 odpowiedź na ciężko być Świętym Mikołajem

  1. piknik pisze:

    żeby nie było – większość zdjęć autorstwa Pawła – dzięki 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *