choroba mnie bierze…

…choroba mnie bierze. Coraz częściej zaczynam przeglądać zdjęcia z wyjazdów. Każdy mail z Maroka czy wiadomość na FB prowadzi do jednego. Choroba nabiera zaawansowania.

Gosia dziś spytała czy nie zorganizowałbym wyprawy offroad dla 40 osób.  Do Maroka? – spytałem. Bez problemu – sam odpowiedziałem. A chodziło o okolice Bałtowa. Hmmm. I wczoraj z Panią Żoną zamieniłem słowo w temacie. I dziś od Mileny usłyszałem, że odkłada pieniądze żeby móc pojechać. Jak tu nie być chorym?

Chciałbym do „moich” nomadów. Do Berberów. Do Bena. Do Mohy. BEERberzy? 😉

Siedzieć w ciszy, odganiać robaki i patrzeć na horyzont. Znowu naobiecywałem co niektórym, że im coś przywiozę. Solarne lampki ogrodowe dla Bena do wystroju Timboctou, młotek dla górnika w Imilchil, Żołądkowa dla Mohy, zabawki i buty dla dzieciaków…

Poniżej fotki „moich ulubionych” nomadów z regionu Erfoud. Miejsca gdzie wchodzę do namiotu, nikt nie rozumie słowa w moim języku i nikt mnie nie wygania. Siedzą, pijemy herbatę, tkają dywanik, łupią migdały, obierają warzywa, śmieją się ze mnie.

…byle do listopada…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Maroko - 2010 i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *